Svoja.org » Hromada » Maksymiuk Jan » Dobre intencje to za mało
Dobre intencje to za mało
Natisnuti, kob pobôlšyti...

Język gwarowy staje się literackim nie z łaski akademików, a za sprawą ukierunkowanej pracy użytkowników tego języka

Jan Maksymiuk
2 lutego 2013

Pojawienie się community „Howorymo po swojomu” w Facebook’u pod koniec 2012 roku przyjąłem z wielką osobistą satysfakcją. Ta inicjatywa jest bowiem dobitnym potwierdzeniem zapotrzebowania wśród ludzi z Podlasia na wprowadzenie gwar podlaskich (gwar wschodniosłowiańskich pomiędzy Narwią i Bugiem) do szerszego obiegu we współczesnych realiach społeczeństwa komunikacji masowej. O tej potrzebie ja sam piszę nieprzerwanie od początku 2005 roku, tej potrzebie służy założona przeze mnie wspólnie z bratem w marcu 2008 roku strona Svoja.org. Witryna „Howorymo po swojomu” na Facebooku, jak mi się wydaje, w swoich zamierzeniach też postanowiła służyć takiemu lub bardzo podobnemu celowi. Ale przyjrzawszy się temu, co się w tej witrynie odbywało przez półtora miesiąca od jej powstania, chciałbym podzielić się swoim zatroskaniem. Myślę, że zatroskanie będzie najwłaściwszym określeniem tych kilku uwag skierowanych do sympatyków „Howorymo po swojomu”, do których i siebie zaliczam.

1. Co to znaczy „po swojomu”?

Nasz świat jest tak urządzony, że gwary i dialekty są skazane na wymarcie. Lingwiści oceniają, że co miesiąc umierają dwa „języki” — to znaczy gwary, dialekty lub języki mówione (najczęściej gdzieś w afrykańskiej dżungli, nad Amazonką, na Papui-Nowej Gwinei albo w jakiejś wsi w Centralnej Azji). Jak to się ma do naszej podlaskiej sytuacji? Ano tak, że prędzej czy później umrze gwara wsi Mochnate, gwara wsi Moszczona Królewska (jeśli już nie umarła) i gwara wsi Lachy. Żadna strona internetowa i żadna witryna w Facebook’u nie jest w stanie zahamować tego procesu.

Odnoszę wrażenie, że autorzy „Howorymo po swojomu” jakby nie zdawali sobie z tego sprawy i postanowili „ratować od śmierci” wszystkie „swoje gwary”. Tego nie da się zrobić i taki zamiar jest skazany na niepowodzenie już na starcie. To niewątpliwie może być fajną zabawą, ale niestety bez głębszych i trwalszych korzyści. Uratować od śmierci można tylko „uogólnioną gwarę” w formie języka pisanego ze ścisłymi regułami gramatycznymi i ortograficznymi. Inaczej mówiąc, nie można oddalić śmierci od 30 osobnych gwar we wsiach gminy Bielsk Podlaski, ale można uratować od zapomnienia formę języka, która jest uogólnioną — „pisemną”, „literacką” — wersją tych gwar. Polska jest znakomitą ilustracją tej tezy — wszystkie gwary polskie już dawno pomarły, by przedłużyć sobie żywot w literackiej wersji języka polskiego. Zaś te gwary, które jakoś się ostały, służą dziś do konstrukcji nowych języków literackich — kaszubskiego albo śląskiego, na przykład.

2. Nie trzeba wyważać otwartych drzwi

Wydaje mi się również, że uczestnicy „Howorymo po swojomu” nie zdają sobie sprawy, ile zostało zrobione przed nimi w sprawie standaryzacji i unifikacji gwar podlaskich w celu wypracowania satysfakcjonującej wersji języka podlaskiego. Śmiem twierdzić, że wersja pisemna języka podlaskiego została określona w swoich najważniejszych zarysach jeszcze przed narodzinami większości autorów i sympatyków „Howorymo po swojomu”.

Jednym z pierwszych i najlepszych naukowych opisów standardu języka podlaskiego jest praca doktorska Jana Pietruczuka z roku 1977, poświęcona gwarze jego rodzimej wsi Kuraszewo. Rzecz w tym, że gwara Kuraszewa to język podlaski w „najczystszej postaci” — w takim standardzie pisali lub piszą swoje podlaskie wiersze Zosia Saczko, Wiktor Stachwiuk i Irena Borowik, w takim standardzie pracuje strona Svoja.org, w takim standardzie publikował podlaskie teksty biuletyn „Bielśki Hostineć” Doroteusza Fionika. W takim standardzie powstał też słownik wsi Chraboły Michała Wróblewskiego. Język gwarowy staje się językiem literackim nie z łaski i za przyzwoleniem dialektologów i akademików w Warszawie, a za sprawą ukierunkowanej pracy użytkowników tego języka, którzy próbują nadać mu jednolity kształt i przekazywać w nim nie tylko zwyczajne komunikaty w rodzaju „spotkajmy się na kolędowaniu w Wojszkach”, ale także coś w tym rodzaju:

A Pudlasie i Ruś Biêła,
Jak dviê sestry rôdny.
Mov odnoho čłonki tiêła,
Byli b zavše zhôdny.

Ale dola jich lichaja
Zdavna rozłučyła
I obom tiažki na šyju
Kameń nałožyła.

I stohnali vony, j stohnut,
I budut stohnati,
Bo to mačocha jich dola,
A ne rôdna mati.

(Mikołaj Jančuk, „Jankovi Kupałovi na pametku”, 1918)

Powiem jeszcze inaczej: język literacki stwarzają literaci, a nie aktywiści językowi w rodzaju Darka Fionika, Tomka Sulimy albo braci Maksymiuków. My tu nie mamy za wiele do powiedzenia :) Kto stworzył literacki język ukraiński? Taras Szewczenko i Iwan Franko w pierwszym rzędzie. A białoruski? Janka Kupała i Jakub Kołas. Sami widzicie. Trzeba tłumaczyć coś jeszcze?

Krótko mówiąc, język, w którym można przekazać treści wyrażające unikalne doświadczenie kogoś urodzonego na Podlasiu, został już stworzony, „dotarty” w praktyce literackiej i oszlifowany ortograficznie. Pisanie „radosną ortografią”, jak czynią to autorzy „Howorymo po swojomu”, niczego oprócz galimatiasu i dezorientacji nie wnosi, jeśli sformułować tę pretensję oględnie. A jeśli ująć to mniej oględnie, to brak postulowanej normy ortograficzno-morfologicznej tekstów na „Howorymo po swojomu” zdecydowanie kompromituje całą inicjatywę i źle świadczy o autorach. Chyba nie o to chodzi?

Nie mówię tu o wprowadzeniu normy dla komentarzy pod poszczególnymi komunikatami, bo to oczywiście niepraktyczne i niepotrzebne ograniczenie, ale mam na myśli ortograficznie jednolity i konsekwentny wariant pisania po podlasku, który by nie kompromitował autorów zasadniczych komunikatów i „motywatorów” w tej witrynie. Tym bardziej, że dla większości autorów „Howorymo po swojomu” (jeśli nie dla wszystkich) gwara podlaska nie jest ich językiem pierwszym, w którym mogą liczyć na intuicję. Niestety, języka podlaskiego, jak i każdego innego języka, trzeba się nauczyć, żeby posługiwać się nim na przyzwoitym poziomie i próbować uczyć innych.

3. Jak jest lepiej po podlasku — „robiti” czy „robyty”?

Jedynym naprawdę wartym rozważenia problemem podlaskiej ortografii, który budzi zrozumiałe emocje i spory, jest zapis etymologicznego (prasłowiańskiego) „i”, które w gwarach podlaskich jest wymawiane dwojako: jako „i” (nitka, miska, licho, choditi) i jako „y” (nytka, myska, łycho, chodyty).

Na wybór miękkiego wariantu wymowy spółgłosek przed etymologicznym „i” w standarcie literackim wpływ mają, według mnie, trzy istotne czynniki:

  1. demograficzny (około 2/3 użytkowników gwar podlaskich wymawia w takich sytuacjach „i”; na terenach z wymową „i” znajdują się trzy ważne dla użytkowników gwar podlaskich ośrodki miejskie: Hajnówka, Bielsk Podlaski, Siemiatycze);
  2. literacko-historyczny (wszystkie znaczące utwory literackie w gwarach podlaskich zostały napisane w wersji „choditi” i „robiti”);
  3. socjolingwistyczny (wymowa miękka typu „robiti” jest traktowana przez samych użytkowników gwar jako bardziej prestiżowa niż wersja „robyty”).

Odrzucenie w unormowanej wersji języka podlaskiego ikawizmu (zapisu typu nič, dim, svit), który występuje w gwarach w okolicach Czeremchy, jak sądzę, nie budzi żadnych zastrzeżeń. W tych wypadkach mamy własną i przeważającą wymowę gwarową nôč, dôm, sviêt. Myślę, że odrzucenie dziekaniaciekania, które występuje w gwarach mieszanych w okolicy Łosinki (chodzici, ciêło, dziêd), też jest uprawnione i nie wywołuje protestów. Ikawizm należy do charakterystycznych zjawisk języka ukraińskiego, a dziekanieciekanie — białoruskiego. Norma języka podlaskiego została ulokowana na areale gwarowym, gdzie występują typowo podlaskie cechy językowe: dyftongi ô, , ê oraz etymologiczne „i” po spółgłoskach.

Kod siêtoji storônki » Nečytelny, pominiati na inšy...
Nečytelny, pominiati na inšy...Siêty kod treba perepisati v odpoviêdniu rubryku formulara, koli schočete vysłati komentar abo e-mail. Zarejestrovanym (i zalogovanym) korystalnikam ne treba vvoditi nijakich koduv (zarejestrovatisie na Svoja.org).
Komentarê (3) » Konverter » Pudlaśka klavijatura
Natisnuti, kob pokazati formular...Natisnuti, kob schovati formular... Napisati komentar
  • Usiê pola, kotory treba zapovniti, zaznačany *.
  • Anonimny komentarê publikujutsie posla akceptaciji administratora storônki.
  • Komentarê zarejestrovanych korystalnikuv ne vymahajut akceptaciji. Zarejestrovany korystalniki majut taksamo para dodatkovych fajnych funkcijuv.
  • » Praviła siêtoho sajtu

* Kod storônki:
 
Jan Maksimjuk
Comment
Można i trzeba pisać HRAMOTNO
Komentar #1: 04-02-2013, 12:31:03
Panie Mateuszu! Jak pan sobie wyobraża tę młodzież, do której witryna „Howorymo po swojomu” kieruje to, co kieruje? Jako ludzi, którzy nigdy w życiu nie widzieli literek č, š, ž, v albo ô i ê? To przecież ludzie, którzy już mają uniwersyteckie dyplomy albo za parę lat będą je mieli. Proszę mnie nie rozśmieszać i nie zmuszać do mówienia oczywistych banałów. „Białoruska łacinka” w takiej wersji, jaka została wykorzystana do pisowni podlaskiej na Svoja.org, służy w Mińsku do transliteracji białoruskich nazw ulic na stacjach metra. Tą wersją alfabetu (rzecz jasna bez symboli ô, ê) wykorzystują ludzie, którzy wychowali się w cyrylicy. A tu przecież mamy ludzi, którzy wychowali się w alfabecie łacińskim! Czy może chce pan powiedzieć, że sympatycy „Howorymo po swojomu” nie umieją zainstalować sobie klawiatury podlaskiej (http://svoja.org/kbd.html#attachments)?

Proszę sobie wyobrazić, że ktoś panu mówi, że w języku polskim zaznaczanie nosówek nie jest ważne, bo to dodatkowy kłopot, bo trzeba stawiać jakieś literki z ogonkami. Po co pisać „kąt”, jeśli można prościej – „kat”? W porządku? Jeśli w porządku, to nie mam więcej pytań.

Ale jeśli uważa pan, że do oddania polszczyzny nie nadaje się alfabet angielski i że trzeba wykorzystać różne ogonki i kreseczki, to napiszę jeszcze parę zdań.

Jest różnica pomiędzy słowem „vôn” i „von” w języku podlaskim, nie mniejsza niż pomiędzy słowem „kat” i „kąt” w polszczyźnie. Zgoda? Jasna sprawa, że można napisać „wuon”. A jak ze słowem „miêch” (worek)? Myśli pan, że „miech” to dobre przybliżenie dla ludzi na Podlasiu? Że powinni w rękę całować kogoś, kto się dla nich tak stara? Żeby dokładnie oddać wymowę słowa „miêch” w polskim alfabecie, który pan z kolegami zastosował ad hoc na „Howorymo po swojomu”, trzeba by było napisać „miyech”. Pan się zgadza na taką chińszczyznę? Zresztą, zapis „wuon” też wygląda jak transliteracja z chińskiego.

Problem z alfabetem i zapisem gwar podlaskich istnieje od co najmniej 40 lat. Gdy przedstawiałem sprawę standartyzacji pisowni podlaskiej na konferencji Methods in Dialectology w Londynie (Ontario, Kanada) w 2011, omawiałem sześć dotychczasowych systemów ortograficznych w dwóch alfabetach. Pan rozumie, co to znaczy – system ortograficzny? To znaczy, że ktoś pisze po podlasku nieważne w jakim alfabecie (może być i arabski), ale słowo „miêch” w każdym z tych zapisów brzmi dokładnie po podlasku, a nie „w przybliżeniu”. Ludzie na Podlasiu do tej pory wymyślili co najmniej sześć systemów ortograficznych (mój jest siódmy), żeby prawidłowo oddać wymowę podlaską, i zapisywali to dokładnie i bez zarzutu (chociaż moim zdaniem niepraktycznie i nieestetycznie), a tu nagle pojawia się strona „Howorymo po swojomu” prowadzona przez magistrów i doktorantów, którzy ogłaszają wszem i wobec, że podlaskiego nie da się zapisać dokładnie, bo młodzież zaprotestuje, więc będziemy pisać półpiśmiennie, ale za to przyniesiemy wiele korzyści umierającemu ludowi podlaskiemu. Panowie, nikomu korzyści nie przyniesiecie, a tylko sami się ośmieszycie... Już jedno pośmiewisko zostało wystawione na widok publiczny – „tradycyjne” nazwy na drogowskazach w gminie Orla. „Howorymo po swojomu” chce być następne w kolejce?

Proszę mi wybaczyć ten szorstki ton, ale żyjemy już w XXI wieku i niektórych rzeczy nawet na Podlasiu nie trzeba zaczynać od zera, jakby to był wiek XIX i czas po upadku powstania styczniowego, gdy młodzi z miast ruszyli oświecać lud na wsi. Teraz nie ma ani wsi, ani ludu, ale został jeszcze język, który niedawno został wprowadzony na profesjonalną scenę teatralną. Trzeba się po prostu tego języka nauczyć, a nie wymyślać nowe esperanto...
Popravlany: 04-02-2013, 12:34:28 čerez Jan Maksimjuk  
Jan Maksimjuk
Comment
Dlaczego Białorusini mogą coś zrobić dla języka podlaskiego?
Komentar #2: 04-02-2013, 15:21:08
Panie Voitto! Za „standaryzację” dziękuję! Jestem już prawie 15 lat w Czechach i używam języka polskiego tylko zrzadka, więc mi już trochę zardzewiał :)

Jasna sprawa, że promuję swoją ortografię, bo uważam, że nikt do tej pory nie wymyślił nic lepszego, precyzyjniejszego i eleganckiego. Wspomniane przeze mnie sześć poprzednich podlaskich systemów ortograficznych miało swoje niedoróbki wynikające w pierwszym rzędzie z faktu, że opierano je na polskim, białoruskim albo ukraińskim systemie fonologicznym. A system fonologiczny gwar podlaskich różni się od tych trzech systemów i ma to swoje bezpośrednie przełożenie na pisownię. Dlatego zrobiłem ortografię, która tych niedoróbek nie ma.

Moja pretensja do „Howorymo po swojomu” wynika nie z tego, że oni nie chcą przyjąć standardu Svoja.org, ale z tego, że tam w ogóle nie ma żadnego standardu. Zapis w rodzaju „miech” abo „tulko” jest nieprawidłowy nie dlatego, że Svoja.org pisze „miêch” i “tôlko”, ale dlatego, że takich słów nie ma w gwarach podlaskich i one są po prostu poza jakimkolwiek systemem. Dla mnie oni mogą pisać cyrylicą, tak jak wydawała swoje wiersze Zosia Saczko, albo polską łacinką, jak zrobił to Wiktor Stachwiuk w książce „Siva zozula”, ale – niech to robią systemowo. U Saczko i Stachwiuka słowa „miêch” i “tôlko” brzmią tak samo, jak na Svoja.org, mimo że zapisane są w różnych systemach alfabetycznych.

Proszę mi nie wypominać mojej białoruskości. Gdyby podlascy Ukraińcy zechcieli coś zrobić dla gwar podlaskich, to by już dawno zrobili. Ale oni nic nie chcą zrobic i nie zrobią, bo uważają je za niedorozwinięty wariant języka ukraińskiego. Ja nie uważam gwar podlaskich ani za wariant języka ukraińskiego, ani białoruskiego. Dlatego ja coś dla tych gwar zrobię. Mnie nie interesuje przeciąganie liny w pisowni i gramatyce ani w stronę białoruską, ani w ukraińską. Nie sądzi pan, że to warunek sine qua non, żeby potraktować te gwary poważnie, a nie jako byle jaką wersję języka literackiego, który już dawno kodyfikowali inni? A to, że jestem Białorusinem, nie powinno tu być wadą, a raczej zaletą. W końcu to Białorusini wydawali książki Saczko i Stachwiuka, i słowniki Pietruczuka i Wróblewskiego.

Sytuacja retoromańska potwierdza raczej to, co mówię ja, a nie pan. Tam mają 6 standardów – pięć różnych standardów dla odmian dialektycznych i jeden dla wersji nadregionalnej. Tam każdy może pisać po swojemu, ale w ramach ściśle określonego systemu. Ja nie jestem przeciwko temu. Tłumaczenia Asi Kondratiuk na Svoja.org są właśnie moją odpowiedzią na retoromańską sytuację: Svoja.org pisze, powiedzmy, w Rumantsch Grischun, a Asia Kondratiuk – w Vallader :) I tu, i tam mamy ortograficzny i fonologiczny porządek, a nie radosną twórczość autorów „Howorymo po swojomu”.
Jan Maksimjuk
Comment
O żywiole języka
Komentar #3: 07-02-2013, 21:18:38
Ad Катя Голонкo: Zazdrość to pożyteczna rzecz, jeśli nie prowadzi do zawiści :) Jeśli odczuwa pani w moim tekście zazdrość, no cóż, najgłupszą rzeczą z mojej strony byłoby przekonywanie, że tak nie jest...

Chcę tylko jeszcze raz zwrócić pani uwagę na jedną rzecz, którą wyraźnie podkreśliłem w swoim tekście: „Nie mówię tu o wprowadzeniu normy dla komentarzy pod poszczególnymi komunikatami, bo to oczywiście niepraktyczne i niepotrzebne ograniczenie, ale mam na myśli ortograficznie jednolity i konsekwentny wariant pisania po podlasku, który by nie kompromitował autorów zasadniczych komunikatów i „motywatorów” w tej witrynie.”

Problem w tym, że zalety nieskrępowanego języka można ocenić jedynie wtedy, gdy mamy jakiś mocny punkt odniesienia. Słowo „byndzie” możemy ocenić w całej jego żywiołowości tylko wtedy, jeśli wiemy, że punktem odniesienia dlań jest standardowe słowo „będzie”. Słowo „hete” jest zakotwiczone w układzie współrzędnych, w którym jego odniesieniem jest słowo „гэтае”. Języki standardowe polski i białoruski są mniej lub bardziej znanymi i uznanymi układami współrzędnych dla sympatyków HPS. Ale dla słowa „siete” witryna HPS niestety nie posiada żadnego układu odniesienia. Osobiście wątpię, czy ktokolwiek na Podlasiu mówi „siete”. Według mnie jedynie występującą formą jest „siête”. Inaczej powiedziawszy „siete” to nie żywioł, a po prostu błąd. I chodzi mi tu wyłącznie o zachowanie prawdy języka, a nie o zazdrość albo odstraszanie kogoś czy tym bardziej o wymądrzanie się lub wytykanie komuś błędów. Nasi przodkowie nie umieli pisać, a mimo to zdołali donieść do naszego czasu swój język w nieskażonej postaci. A my, mając do dyspozycji komputery z setką najróżniejszych fontów, mówimy, że napisanie „siête” zdecydowanie przekracza nasze możliwości...