Svoja.org » Rozkažu vam pravdu... » Jak my z tatom učylisie v pudstavôvkach
Jak my z tatom učylisie v pudstavôvkach
Natisnuti, kob pobôlšyti...

Ja bez knižok ne mohła nijak obujtisie — energija zo škôlnych liêt na čytanie ostałasie mnie i na diś...

Halina Maksimjuk

Najperuč ja včyłasie v Pudstavovuj Školi nr 4. Jijiê vsiê nazyvali ćvičeniuvkoju. Vona nachodiłasie v Zespole Szkół Mechanicznych i Zawodowych. Naša pudstavôvka była tam jakby na pryčôpku.

Pry školi my miêli kusok horôdčyka i na zaniatkach z pryrody chodili tudy siêjati, połoti, pudlivati. Učylisiê, jak sieje vsio robiti. Na vakacijach ja často chodiła tudy pudlivati, kob našy varyva i kviêtki ne posochli. Korystali z jich, musit, učytelki, nu bo de ž vony potum divalisie? Prosto dwa w jednym, taki škôlny pakiet.

Na przerwach my hrali v gumu, skakali na skakankach, chłopci vybihali na boisko pokopati mjačyka. A zimoju stavali kruhom, odna diêvčyna poseredini miêła v rukach chustočku, inšy bralisie za ruki, chodili kružka i spivali:

Mam chustczkę haftowaną, wszystkie cztery rogi,
Kogo kocham i szanuję, ścielę mu pod nogi.
Tej nie kocham, tej nie lubię, tej nie pocałuję,
A chusteczkę haftowaną tobie podaruję.

Diêvčynka z serediny pudychodiła do kotorojiś i podavała chustočku, i tak išło daliêj.

Abo šče my hrali v Mało nas do pieczenia chlebaStary niedźwiedź mocno śpi. I v mnôho inšych ihrôv. Ne nudilisie, o niê, ne było na siête času.

Klasuv u pudstavôvci menšało z kažnym rokom, i koli ja była v četvertuj klasi, pud kuneć roku vsiê stali hovoryti, što našu škołu rozvežut, a diti perevedut do Škoły nr 1 abo do novoji, tak zvanoji zbjorčoji. Ne byli my zadovolany, oj niê, bo po-perše my našu škołu lubili, a po-druhie vona nachodiłasie dosyć bliźko našoji hulici. Ne treba było daleko choditi.

Tohdy mojiê baťki zadecydovali, što treba mene posłati do Pudstavovoji Škoły nr 3, de včyli i biłoruśkoji movy. Tato znav dyrektora toji škoły, bo sam nedavno kunčav tam pudstavovu edukaciju. Tak-tak. Było takoje zarządzenie v 1970-ch litach, što vsiêm, chto chotiêv korystati z raznych świadczeń z boku deržavy, treba było formalno zakônčyti pudstavovu edukaciju. Ja, musit, była v tretiuj klasi, koli môj tato kunčav pudstavôvku. Usiê učyteliê namavlali joho, kob išov učytisie i v licejovi, ale jomu ne chotiêłosie. Bo tato prychodiv z roboty velmi zmučany (vôn praciovav na budovi jak murarz-tynkarz-akrobata — tak tohdy žartôvno nazyvali robôtnikuv-budovlanciuv). Lekciji za joho odrablała mama, kotora skônčyła siomu klasu v školi v Zubovi; tato často naveť ne viêdav, što vona jomu v zešytovi napisała. Odnoho razu včytelka joho zapytałasie, čom vôn tak dumaje, jak napisav v svojôm vypracovani, a tato odkazav, što včytelci treba spytatisie pro siête v joho žônki.

Ja, sidiêvšy doma, koli miêła vôspu, pročytała tatovy škôlny knižki, usiê viêršy, jakije tam byli, naučyłasie na pameť i nekotory pomniu po diś deń. U nas doma tohdy knižok ono para štuk było, ne toje što teper... Viêršy Bronievśkoho abo Puškina zdavalisie mnie takije dramatyčny i chorošy, što prosto sami vchodili do hołovy. Ono Majakovski čomś mniê ne pasovav...

Odnoho dnia tato pryjšov z roboty do domu i siêv poobiêdati, a ja jomu vyrecytovała ciêłu (musit, 13 abo 14 zvrotok) Elegiu o śmierci Ludwika Waryńskiego Bronievśkoho:

Jeżeli nie lękasz się pieśni
stłumionej, złowrogiej i głuchej,
gdy serce masz mężne i jeśli
pieśń kochasz swobodną — posłuchaj.

(...)

Już dziąsła przeżarte szkorbutem,
już nogi spuchnięte i martwe,
już koniec, juz płuca wyplute —
lecz palą się oczy otwarte.

Poranek marcowy. Jak cicho.
Jak dziwna się jasność otwiera.
I tylko tak ciężko oddychać,
i tylko tak trudno umierać.

(...)

Wypalą się oczy do końca,
a kiedy zabraknie płomienia,
niech myśl, ta pochodnia płonąca,
podpali kamienie więzienia!

Raz jeszcze się dźwignął na boku:
Ja muszę... tam na mnie czekają... —
i upadł w ostatnim krwotoku,
i skonał. I wrócił do kraju.

Pravda, jakoje dramatyčne i strašne? Tato vysłuchav i ažno zumiêvsie:

— Halinko! — skazav vôn. — Ty zavtra idi zo mnoju do škoły i skažy dla pani siêty viêrš, a vona mniê postavit pjontku.

Odnoho razu, koli ja studyjovała tatovu knižku, pudliêzła do mene Ania i porvała odnu kartku. Ja velmi perelakałasie, što baťki na mene budut kryčati. Mało dumajučy, ja tuju kartku zusiêm vyrvała i spaliła. Ono pilnovała, kob Ania ničoho ne bačyła. I nikoli nichto ne zoryjentovavsie, što tam čoho-leń brakuje. A taja knižka do pôlśkoji movy to peretryvała v nas šče para liêt, bo i Ania často jijiê perehladała, okładki v jôj odletiêli, až nakuneć mama spaliła jijiê v plitiê, uže v novuj chati.

Mniê robiłosie strašno, koli ja dumała pro novu škołu. „Trôjka” była daleko od nas, iti treba čerez ciêłe miêsto. I tôlko novych diti... Ale što ž, baťki skazali i vsio. I tak do pjatoji klasy ja pušła do zusiêm novoji škoły. Što pravda, para koležanok i koleguv taksamo trafiło do „trôjki”: Basia, Bogdan, Słavek, i chtoś, pevno, šče, ono vže ne vspomniu chto. Ale vsiorumno było vže inakš. Nu i pro nas vže stali hovoryti „mołodiož”, ono môj diaďko Gienik hovoryv na nas velmi nefajno: przerośnięci gówniarze.

My trafili do klasy Va, de vychovavčynioju była pani Nina S., žônka dyrektora, učytelka bijologiji. Ja stała včytisie biłoruskoji movy, ruśkoho jazyka, a mojeju učytelkoju pôlśkoji movy stała pani Matysiuk, kotoru ja velmi polubiła. Dojšli novy predmiêty: historyja, geografija. Miêli tože godzinę wychowawczą, na kotoruj my hovoryli pro našy klasovy spravy i razny problemy. A od gimnastyki pryjšła nova učytelka, zusiêm šalona. Kryčała na nas strašenno, my musili miêti na gimnastyku čyrvony škarpetki, kotory v tamtych časach tiažko było kupiti, bo v sklepach naohuł ničoho diêlnoho ne było. Haniała nas nemožebno kruhom škoły i po pjatnadceť razôv.

Treba było mniê i raniêj vstavati, i bôlš učytisie. Ale ja šče chodiła spivati do škôlnoho choru i tanciovati oberki, kozački i pôlki-bulby do tanečnoho zespołu v biêlśkum Domi Kultury. My z chorom jiêzdili na razny konkursy i vystupali na vsiêch važniêjšych akademijach u školi. Najperuč ja spivała druhim hołosom (altom), a potum pan pereniôs mene do sopranuv. Najchorôšč nam vychodiła „Pieśń o dzielnym żołnierzyku”:

Poprzez walki dym,
Poprzez ognia blask
Szedłeś, dzielny żołnierzyku,
Tam gdzie szumiał las.

Na chôr ja chodiła až do kuncia pudstavôvki, a v liceji my miêli muzyčno-tanciovalny grupu „Iskrynki”, ale to vže zusiêm inša historyja.

Nuditisie času v mene ne było, a doma, vjadomo, ja zajmałasie menšoju sestroju, i lekcijuv tože prybyło. A ščê ž na čytanie treba było vyhospodarovati jakiś čas, bo ja bez knižok ne mohła nijak obujtisie. Škôlny lektury mniê ne chvatali. Nichto mene na zaniatki ni samochodom, ni autobusom ne voziv, usiudy chodiła sama abo z koležankami, ale na vsio chvatało času. Teper, koli jiêzdžu samochodom, a času i tak ne chvataje, sama divujusie, jak vono koliś było. Dobre, što energija zo škôlnych liêt na čytanie ostałasie mnie i na diś. Našu lubov do knižok my peredali svojim synam, ono dočka čytaje menš. Zatoje vona malujetsie dovš, čym ja koliś i teper ;)

Žyvy PDF A-4 dla drukovania » Natisnuti ikonku, kob zładovati...
Halina Maksimjuk, Jak my z tatom učylisie v pudstavôvkach
2018-07-18, 01:27