Svoja.org » Artykuły » Nie stawiajmy pomnika swojej ignorancji
Nie stawiajmy pomnika swojej ignorancji
Natisnuti, kob pobôlšyti...
Jan Maksymiuk

Przeczytałem w „Niwie” (11 października 2009), że radni Gmina Orla 30 września przegłosowali wprowadzenie dodatkowych nazw miejscowości w gminie w języku białoruskiej mniejszości narodowej. Ponieważ nie znalazłem protokołu tej sesji na ogólnie dostępnej stronie internetowej http://bip.orla.samorzady.pl/, muszę wierzyć tygodnikowi, że tak się stało. Wszystkiemu innemu, co napisała „Niwa” z tej okazji, wierzę już mniej. Np. temu, że na sesji Rady Gmina Orla 12 lutego 2009 radni przegłosowali wprowadzenie języka białoruskiego jako języka pomocniczego w gminie. Protokół z tej sesji znajduje się na wspomnianej stronie internetowej i każdy może przeczytać, że radni Gminy Orla podjęli uchwałę wyrażającą zgodę „na wprowadzenie języka białoruskiej mniejszości narodowej jako języka pomocniczego przed organami Gminy Orla”. Język białoruskijęzyk białoruskiej mniejszości narodowej na Podlasiu to nie są tożsame pojęcia, o czym i radni, i dziennikarze dobrze wiedzą. Moi koledzy popełniają w „Niwie” nadużycie, z którego sami zdają sobie sprawę. Być może jednak nie zdają sobie sprawy, że w ten sposób wikłają się w coraz bardziej bałamutne stwierdzenia, bowiem jedno nadużycie rodzi następne, jeszcze bardziej bałamutne i nierzadko kompromitujące. O tym chciałbym napisać parę słów.

Jaki to język?

Niwa” pisze, że „proponowane nazwy miejscowości w języku białoruskim w gminie Orla” są takie: Антоново, Бараноўцы, Волька, Волька-Выганоўска, Грэдэлі, Дыдулі, Кошкі, Кошэлі, Круглэ, Крывятычы, Маліннікі-Колёнія, Міклашы, Москоўцы, Олекшы, Орля, Пашкоўшчына, Рудуты, Рыгароўцы, Спічкі, Топчыкалы, Чахі-Заболотны, Шчыты-Дзенцёлово, Шчыты-Новодворы, Шэрні. W całym tekście nie znajdziemy ani wzmianki, kto mianowicie proponuje te nazwy — Rada Gminy Orla, Rada Programowa Tygodnika „Niwa”, społeczna komisja ekspertów, o której kiedyś półgębkiem wspomniał „Czasopis” (mieli w niej rzekomo być slawista-onomastyk Michał Kondraciuk oraz historyk Oleg Łatyszonek) czy też może jakiś organ państwowy (Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji?). To już chyba taki styl dziennikarstwa. Im bardziej bałamutnie i mętnie, tym lepiej.

Ktokolwiek to jednak zaproponował, musiał mieć nieźle w czubie, jeśli nazwał to językiem białoruskim. Niektóre z tych nazw, jak na przykład  Бараноўцы, Кошкі, Орля, Пашкоўшчына i Рудуты, są oczywiście w języku białoruskim. Ale w jakim języku są na przykład nazwy Грэдэлі, Кошэлі, Москоўцы, Чахі-Заболотны, Шэрні? To następna zagadka, której „Niwa” nie wyjaśnia...

Za to z pierwszej strony Tygodnika Białorusinów w Polsce możemy się dowiedzieć, zupełnie mimochodem, z ust jednego radnego z Orli, o prawdziwej sensacji naukowej, a mianowicie, że dzisiejszy „język orlański” był oficjalnym językiem Wielkiego Księstwa Litewskiego. To wspaniała wiadomość i po prostu wielka szkoda, że moi koledzy z „Niwy” nie podpowiedzieli radnym z Orli, żeby to właśnie ten historyczno-dzisiejszy język umieścili na tablicach z nazwami miejscowości, a nie literacki język białoruski, który ma tylko 100 lat i w Orli wymarł już w początku ostatniego stulecia, albo tajemniczy nowy język białoruski (Чахі-Заболотны), który ma zaledwie parę tygodni i jeszcze nie zdążył się zadomowić.

A teraz już poważnie

W świetle prawa („Ustawa z dnia 6 stycznia 2005 o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym”) umieszczanie  nie-tradycyjnych nazw miejscowości na tablicach obok nazw oficjalnych to po prostu przestępstwo. Zanim taka tradycyjna nazwa zostanie dopuszczona na tablicę, musi uzyskać akceptację Komisji Nazw Miejscowości i Obiektów Fizjograficznych. Z tych nazw, które zacytowała „Niwa” w odniesieniu do gminy Orla, warunek „tradycyjności” spełniają jedynie Антоново, Круглэ, Крывятычы, Рудуты, Спічкі, Топчыкалы, Шчыты-Дзенцёлово, Шчыты-Новодворы. Pozostałe — to albo białoruskie nazwy literackie, które nigdy w tej gminie nie były używane, albo nazwy wyssane z palca. Mam poważne wątpliwości, że rzeczona komisja je zaakceptuje. Ale jeśli zaakceptuje, to będzie znacznie gorzej — Białorusini sami wystawią pomnik swojej historycznej i językowej ignorancji.

Rzecz bowiem w tym, — o czym wszyscy zainteresowani doskonale wiedzą, ale bohatersko chowają głowę w piasek — że w Orli i w tuzinie innych gmin na Podlasiu tradycyjnym językiem jest „swój język” o odrębnym systemie fonetyczno-morfologicznym zarówno od języka białoruskiego, jak i ukraińskiego. Ale ten język nie ma niestety jednej istotnej rzeczy — powszechnie akceptowanej formy pisanej i „normalnej”, tzn. nie-ludowej, nazwy. Ja i jeszcze parę innych osób nazywamy go językiem podlaskim, ale większość zainteresowanych, którzy żyją z państwowych grantów udzielanych na oficjalną działalność mniejszościową na Podlasiu, z powodów „polityczno-grantowych” nazywa go bądź białoruskim, bądź ukraińskim. I dlatego stara się wcisnąć system fonetyczno-morfologiczny „swojego języka” w okowy obcej pisowni, tworząc językowe dziwolągi czy nawet potworki.

Jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy, że można by przerwać tę niedorzeczność, nazwać „swój język” podlaskim, uczynić go dodatkowym językiem narodowym (bo tradycyjnym to on już jest od wieków) zarówno Białorusinów, jak i Ukraińców na Podlasiu, i napisać multum projektów grantowych do wspomnianego ministerstwa i wszędzie, gdzie się tylko da, w celu rozwoju tego języka. I można by się doskonale porozumieć co do nazw tradycyjnych w gminie Orla, Czyże albo Hajnówka, które przecież są takie same dla Białorusinów i Ukraińców tam mieszkających. Ale to widocznie jest zbyt trudne do zrozumienia dla działaczy mniejszościowych na Podlasiu. Działacze białoruscy mówią, że Orla to tradycyjnie Orla, działacze ukraińscy że Wurla (to akurat nie mniejsza niedorzeczność, niż nazwanie Baranôvciuv Бараноўцамі!), a mieszkańcy tradycyjnie nazywają swoją miejscowość Vôrla (ci, którzy mówią cyrylicą, nazywają ją oczywiście Вôрля).

Pisałem w „Czasopisie” już w kwietniu 2005, że ustawa z dnia 6 stycznia 2005 daje nam unikalną szansę zachowania naszej historycznej spuścizny w nazewnictwie stron ojczystych tylko wtedy, jeśli podejdziemy do sprawy zupełnie uczciwie i zapiszemy te nazwy po podlasku, to znaczy tak, jak one brzmią w rzeczywistości. Niestety, nikt nie zechciał wykonać minimalnego wysiłku, by wytłumaczyć radnym w Orli (Vôrla/Вôрля) i Czyżach (Čyžê/Чыжê), że nazwy ich miejscowości nie da się zapisać dokładnie ani pisownią białoruską, ani ukraińską, ani polską, i że trzeba wprowadzić dla trzech samogłosek dyftongicznych, które istnieją w języku podlaskim, odrębne znaki graficzne (na przykład ê, iê, ô). Tak jak zrobili to Kaszubi, wymyślając dla swoistych głosek kaszubszczyzny własne znaki graficzne, odrębne od polskich. I jest efekt — Kaszubi już mają powszechnie akceptowane w swojej społeczności tablice ze swoimi nazwami, a my — tylko zdjęcia takich hipotetycznych (i niepiśmiennych) tablic w „Niwie”.

Parę rzeczy przykrzejszych

Jeśli rzeczywiście profesorowie Kondraciuk i Łatyszonek byli w jakiejś komisji, która zajmowała się kwestią tradycyjnych nazw miejscowości na Podlasiu, to co właściwie ustalili? To, że Vôrla/Вôрля powinna nazywać się Орля, a Košeliê/KoшэліêКошэлі? A jeśli nie byli w żadnej komisji, to dlaczego nie zabrali na ten temat głosu publicznie?

Profesor Łatyszonek napisał kilkusetstronicową historyczną rozprawę o tym, jak ważna dla Białorusinów jest autentyczna nazwa ich ojczyzny. OK., zgadzam się. Bardzo ważna. Dlaczego zatem Łatyszonek uważa, że dla Białorusinów w Czyżach i Orli autentyczne nazwy ich miejscowości to rzeczy akurat nieważne? No bo jak można wytłumaczyć jego milczenie wobec tych bzdur, które wypisuje „Niwa”? Czy już naprawdę wszystkim naszym profesorom na Białostocczyźnie „zwisa i powiewa”, co się robi w tak zwanej „sprawie białoruskiej”?

Profesor Kondraciuk napisał niedawno parę sążnistych artykułów o tym, jak wielkie znaczenie ma zachowanie tradycyjnych nazw miejscowości na Białostocczyźnie w świetle ustawy mniejszościowej z 2005 roku. Ale nie poszedł dalej za ogólne banały i nawet nie dotknął sedna rzeczy — a jakie mianowicie nazwy na „ruskim” Podlasiu poniżej Narwi są tradycyjne? Dlaczego? Zabrakło Panu odwagi czy kompetencji, Panie Profesorze?

Dodatek gramatyczny (dla współczesnych użytkowników języka WKL)

W języku podlaskim („swoim”, „naszym”) nie można zastępować fonemu ô przez o lub u, fonemu ê (iê) przez e (i), a fonemu g przez h, bowiem te fonemy, jak i pozostałe 36 fonemów podlaskich, spełniają swoją podstawową funkcję odróżniania wyrazów. Inaczej mówiąc, takie upraszczające zamiany mogą prowadzić do nieporozumień w komunikacji, do których podlaski system fonetyczno-morfologiczny na przestrzeni wieków nie dopuszczał. Nie dopuszczali do tego ludzie, który nie tylko że nie byli doktorami i profesorami, ale nawet nie umieli pisać i czytać. Oni wiedzieli, dlaczego to robią. A my dzisiaj, z dyplomami uniwersytetów w kieszeni, dopuszczamy się albo świadomego fałszerstwa, albo nieświadomie demonstrujemy światu swoją ignorancję wobec własnej spuścizny i ogólnych reguł gramatycznych.

1) Nie można zastępować ô przez o, bo na przykład: vôn znaczy on, a von znaczy precz. ški i Koški to dwa odrębne słowa, pierwsze jest sensowne, a drugie bezsensowne.

2) Nie można zastępować ô przez u, bo na przykład: môr znaczy mór (zaraza), a mur znaczy mur (ściana). VôrlaVurla to dwa odrębne słowa, pierwsze jest sensowne, a drugie bezsensowne.

3) Nie można zastępować ê przez e, bo na przykład: siêj znaczy siej (tryb rozkazujący czasownika siêjati), a siej znaczy ten.

4) Nie można zastępować przez i, bo na przykład: liês znaczy las, a lis znaczy lis. HredeliêHredeli to dwa odrębne słowa, pierwsze jest sensowne, a drugie bezsensowne.

5) Nie można zastępować g przez h, bo na przykład: gôr znaczy nitka do wyszywania, a hôr znaczy gór (dopełniacz słowa hory — góry).

Występowanie fonemów dyftongicznych ôê (iê) oraz fonemu welarnego g  to jedna z podstawowych i najistotniejszych cech, świadczących o odrębności systemu fonetyczno-morfologicznego języka podlaskiego od języków białoruskiego i ukraińskiego, w których tych fonemów brak.